1. 2. 3. 4. 5. 6.
|
Gdy nasz statek szedł na dno, Martwił się tym mało kto, Co tam jeden statek mniej, jeden więcej. Zresztą miał opinię złą, przeznaczony był na złom, Już armator go skreślił w swojej księdze. Gdy wiatr hulał, a deszcz siekł, tak jak sito kadłub ciekł, Trzeszczał każdy dyl w nim, każdy gnat, Krzywy komin sadzą wiał, wodę tak jak gąbka brał, Stara łajba, stare pudło, stary wrak. Pływaliśmy tyle lat, zwiedziliśmy cały świat, I trzeba było zejść z tego statku. Najpierw Dany, potem Jim, ja zeszedłem razem z nim, Dalej Billy i szyper na ostatku. Odpływała z nami łódź, szyper krzyknął: "Wiosła rzuć, Gwizdkiem mu ostatni salut dajmy!" Poszedł z wiatrem ostry dźwięk, a ze statku nagle jęk, Jęk syreny pełen smutku, pełen żalu. Nikt nie został przecież tam, on oddaje salut nam, On nas żegna, tak jak zwyczaj każe. Jeszcze komin w górze tkwi, jeszcze chwila i już znikł, I bez statku zostali marynarze. Słowem się nie ozwał nikt, mechaniczny może trik, Gdy dociekniesz i tak nic Ci nie pomoże. Jak siedliśmy wtedy pić, tak pijemy aż do dziś, Czasem dziwne rzeczy dzieją się na morzu.
|
|
|
a e F G a F G C a F G C a F G a |
|