1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9.
|
Hej, wielorybnicy, nam wichrów i burz Nie straszne są ryki. Czas w drogę nam już. Kapitan powiedział, a ja wierzę mu: Jest moc wielorybów u brzegów Peru. Po drodze do Peru minęliśmy Horn, Chłopy żylaste i ja, Ty i on. Łodzi wystarczy, no to żagle na maszt. Sygnały wiadome - na łowy już czas. Pierwszego zoczyliśmy, gdy już zapadał zmierzch I wtedy stary Banker tak do nas rzekł: - Spokojnie, do koi, wypocząć, ja wiem, Jutro po lewej pojawią znów się. O piątej nad ranem poderwał nas wrzask Człowieka na topie: "Tam dmucha. There she spouts!" A z dołu ryk drugi: "No, gdzie one są?" - "Dwa rumby po lewej i trzy mile stąd!" "All hands on deck!" I tupot, i krzyk, Tablety do łodzi, nie leni się nikt. Odważnie i żywo, do brasów, do rej, "Obracać w dół łodzie - Roll her away!" Pierwsza łódź gładko ześlizgnęła się w dół, Frunęła po falach, wygięte plecy w pół. Sterniku pamiętaj, com powiadał Ci, Uważaj na ogon, chociaż bestia wciąż śpi. Jeff trafił i cielsko zapadło się w głąb, Wybieraj! I obłóż! Nagle brakło nam rąk. Wypłynął, krwią rzygnął, na hol dał się wziąć, Chwyciliśmy haki, by płetwy mu ciąć. Przy burcie, na gajach ciągnęliśmy tran, Rekiny szalały we krwi z jego ran, A każdy się zwijał i robił za trzech, No bo wyszło nam lepiej niż po pięćset na łeb. I w starym Tumbez pohulamy, że hej, Masz dziewkę, ja też, ze dwie setki dam jej, Niech ma! Kiedy forsę przehulasz do cna, Znów na wieloryby wyruszysz jak ja.
|
|
|
d C a d a g A7 d a e7 A7 d C a d |