|
Wykonawca:
The Pioruners
Autorzy:
słowa: Janusz Sikorski
|
1. Ref.: 2. 3. 4. 5.
|
Zaśpiewam o krwawej tragedii, co znam, a po plecach przebiegną wam dreszcze. Bohater jej, Chińczyk, czółno miał na wielkiej Żółtej Rzece, Był poganinem plugawym tak, że Lucyfer by się zląkł. Nazywał się jakoś tak Wing Czang Lu, a żeglarze go zwali Jim Crow. I-ja-jo-i-ja! Chiczakum-kiczakum-ja-ja-ja! Żeglarz mniej bystry niż Ty Nie pojmie historii o Wing Czang Lu. Za dużo w niej takich "a-jiii... ka-jiii". Ten Wing Czang Lu zakochał się w Chince, zwanej Ach-Czu-Fong, Co miała oczy jak pestki z dyni, a stopy mniejsze od rąk. Lecz ona kochała zbója mórz swym sercem i całą wątrobą; On przypływał tam groźną dżonką swą, wielką dżonką dwupokładową. Gdy Wing Czang wyśledził to, przysiągł zemstę okropnie klnąc: Niech weźmie pirat dziewczynę, to w befsztyk zamienię i jego, i ją! Rychło wciągnął na maszt wojenny znak i ruszył na Jangcy River, Na zachód i wschód, i tam, i tu, gdzie zły pirat mógł był się ukrywać. Bębny grają już do boju i armaty ryknęły z obu burt, Gorące kluski walą w łeb, z góry się leje wrzący sos. Pirat hardo skoczył w bitwy zgiełk naprzeciw swojej zgubie, Salwą smażonych jaj dostał w tyłek i padł, bo smażone źle robi wątrobie. Już konając pirat krzyknął, że to nie był ostatni strzał: Gdy ja nie mogę Chinki mieć, Czang Lu nie będzie jej miał! Twardym grochem wypalił ze wszystkich rur, potworna to była scena, Gdy gorący groch trafił w pieprzu słój i wysadził magazyny... |
|
|