1. Ref.: 2. 3. 4.
|
Był w Gdyni raz kapitan - bywalec wszystkich mórz, Co całą ziemską kulę opłynął wszerz i wzdłuż. Znał lądów co niemiara i przygód miał ze sto, Lecz ponad wszystko w świecie fajeczkę cenił swą. Hej-o, hej, nikt nie ma takiej fajki, Hej-o, hej, to mahoniowy cud. Przywiózł ją z podróży do Jamajki, Hej-o, hej, zazdroszczą wszyscy mu. Spotkała ich raz burza, jakiej nie widział nikt, A statek po kominy w odmęty morskie wpadł. Pod pokład wody ściana wtargnęła, kocioł zgasł, Fajeczka kapitana pykała cały czas. Lecz choć bez szwanku wyszedł z tysięcy różnych prób, Raz w życiu stracił serce u pewnej pani stóp. Przeróżne cudowności jął zwozić na jej cześć, Cóż z tego, kiedy ona nie mogła fajki znieść. Hej-o, hej, nikt nie ma takiej fajki, Hej-o, hej, ten zapach aż mnie mdli. Zabierz ją z powrotem do Jamajki, Hej-o, hej, albo z miłości nic. Kapitan był w rozterce i w oczach biedak sechł, Tu - fajka..., a tam - serce: to się nazywa pech. Aż wreszcie zdecydował, fajeczkę ujął swą, Zapalił, posmakował i rzekł... wybieram ją.
|
|
|
C a d G7 C a d G7 C a d G7 C a d G7 d G C a d G C a d G C a d G7 C |
|