Wysłany: Nie Wrz 30, 2007 10:56 Wypożyczenie jachtu bez patentu
Posłowie na do widzenia przed wyborami też nie mają pojęcia, co uchwalają i właśnie uchwalili zmianę prawa wodnego. Na wniosek Ministerstwa Sportu można teraz pływać bez patentów żeglarskich na jachtach o długości do 7,5 metra po pokładzie ( dotychczas 5 m ), czyli prawie na wszystkich Tangach, Pegazach, Sasankach itp. Na Mazurach powiało śmiercią, zatonęło 9 osób, 2 uznano za zaginione, a w Sejmie wieje głupotą. Skasowanie patentów to tak, jakby pozwolić prowadzić samochody bez prawa jazdy.
Przedruk z Vivy! wrześniowej.
_________________ Kocham te obozy ;D
Już w domu... Ukraino żegnaj do przyszłego roku...
Miejmy nadzieje że ludzie wypożyczający jachty będą dbać o bezpieczeństwo załogi jak i o swój sprzęt bo wiadomo że ludzie bez patentu nie maja dużego doświadczenia i nie wypożyczą żaglówki komuś kto nie ma patentu żeglarza... to największa głupota jaką sejm może wymyślić...
wiadomo że ludzie bez patentu nie maja dużego doświadczenia i nie wypożyczą żaglówki komuś kto nie ma patentu żeglarza... to największa głupota jaką sejm może wymyślić...
Nie przesadzajmy aż tak. Koszt uzyskania patentu wynosi około 1000zł (mniej więcej) co dalej jest dla nas polaków sporą kwotą. Więc traktował bym tę ustawę jako ukłon w stronę mniej zamożnego obywatela który posiada uniejętności żeglarskie i pływa od czasy do czasu.
Posłowie na do widzenia przed wyborami też nie mają pojęcia, co uchwalają i właśnie uchwalili zmianę prawa wodnego.
Dlaczego powtarzasz Gosiu takie niepochlebne i kłamliwe opinie o naszych politykach? Zapewniam Cię że zarówno Posłowie którzy nowe przepisy uchwalili, jak i Senatorowie którzy je zatwierdzili, jak i Przezydent RP który Ustawę podpisał, doskonale wiedzieli co robią.
Cytat:
Na wniosek Ministerstwa Sportu można teraz pływać bez patentów żeglarskich na jachtach o długości do 7,5 metra po pokładzie ( dotychczas 5 m )
Bynajmniej nie na wniosek Ministerstwa Sportu. Stalo się to na wniosek stowarzyszeń żeglarskich, niezależnych od instytucji uzurpująej sobie nazwę Polskiego Związku Żeglarskiego, grupujących odopowiedzialne osoby którym wstyd jest dalej żyć pod rządami przepisów czyniących z Polski skansen już nie tylko Europy ale nawet byłego bloku sowieckiego. Możesz Gosiu uważać niżej podpisanego za jednego z żeglarzy, poczuwających się do odpowiedzialności za ostatnią zmianę przepisów.
Cytat:
czyli prawie na wszystkich Tangach, Pegazach, Sasankach
A także, i to chyba przede wszystkim, na poczciwych Fokach, Orionach, Nashach, Venuskach, czyli większości jachtów znajdujacych się w prywatnych rękach żeglarzy. Również na "nieśmiertelnych" szacownych Omegach. Wszystkie te jachty mieszczą się w przedziale 5 - 7,5m. Poza tem przedział wykraczają jedynie ogromne, luxusowe "koromysła" o wielkości bedącej na Mazurach absurdalną, tak jak absurdalne byłoby pływanie na jachtach wyżej wymienionych po stawach łazienkowskich w Warszawie. Miejsce dziewięciometrowych jachtów jest raczej na Bałtyku.
Cytat:
Na Mazurach powiało śmiercią, zatonęło 9 osób, 2 uznano za zaginione.
Oczywiście, nie było tu miejsca na informację podstawową: zatoneły jachty zarejestrowane w PZŻ, posiadające ważne (cokolwiek by to miało znaczyć) "przeglądy techniczne". Jachty prowadzone przez absolwentów pezetżetowskich "kursów na patent".
Cytat:
a w Sejmie wieje głupotą
Jak wynika z powyższego, głupotą wieje nie w sejmie lecz w Redakcji Vivy! oraz innych kolorowych czasopism (zwanych też, choć chyba niesłusznie "kobiecymi"), a także w redakcjach rozmaitych bulwarówek i gadzinówek które jak młody pelikan cegłę łykają wszelkie bzdury jakie im towarzysze "Funio" i Stosio z PZŻ podsuną.
Za to powiało - już nie głupotą lecz bladym strachem - w zacisznych dotąd i dusznych siedzibach Okręgowych Związków Żeglarskich. To właśnie te nikomu dziś niepotrzebne instytucje, będące spuścizną systemu totalitarnego powołaną do sprawowania kontroli nad żeglarzami uważanymi za potencjalnych kandydatów do ucieczki za granicę mogą się czuć zagrożone zmianami przepisów o których jest mowa. Strumień kasy jaki płynał dotąd z kursów, egzaminów i wydawania tzw. patentów niechybnie mocno wyschnie. Od przyszlego roku, bowiem przepisy znoszące obowiazek posiadania patentów na jachtach do 7,5 długości wchodzą w życie z dniem 1 stycznia 2008r. Tymczasem ledwo w połowie mijającego sezonu przestały obowiązywać wspomniane rejestracje i tzw. przeglądy techniczne jachtów, pomyślane jako kolejne źródło finansowania tzw. "Okręgów". Działacze "Okręgowi" zamiast dorabiać sobie do emerytury będą mieli odtąd więcej czasu na wysiadywanie w kapciuszkach przed telewizorem. Płakać po nich nie ma potrzeby: prawowite, sportowe struktury Polskiego Związku Żeglarskiego, opiekujace się naszymi olimpijskimi Mistrzami wody i wiatru, doskonale poradzą sobie bez uciążliwego i dla nich balastu "Okręgów", szkółek "patentowych" oraz leśnych dziadków z pieczątkami inspektora technicznego PZŻ.
Cytat:
Skasowanie patentów to tak, jakby pozwolić prowadzić samochody bez prawa jazdy.
A nieprawda, żeby nie powiedzieć dosadniej. Skasowanie patentów to tak, jakby pozwolić prowadzić rowery bez prawa jazdy. Kiedyś dawno temu obowiązywała wprawdzie "Karta Rowerowa" (dziś obowiązuje tylko osoby niepełnoletnie), lecz do jej zdobycia wystarczyło odpowiedzieć na parę pytań z zakresu przpisów ruchu i znajomości znaków drogowych. Zdawalo się na nią w ciągu kilkunastu minut w szkole lub na osiedlowym komisariacie Milicji Obywatelskiej, płacąc symboliczną złotówkę. Na tzw. patenty trzeba natomiast ukończyć kosztowny kurs wiedzy tajemnej, przeładowany bzdurnymi i do niczego nie potrzebnymi wiadomościami, za to nie uczący podstawowych zasad zachowania się na wodzie, np. rozpoznawania nadciągającej burzy, sposobu przyjęcia jej na wodzie o ile nie zdążylo się uciec do brzegu, oraz zakładania kamizelek w takim wypadku.
Porównywanie jachtów żaglowych z samochodami świadczy o kompletnej ignorancji (o ile nie złej woli) u każdego kto takich porównań się dopuszcza. Jachty nie muszą mijać się z prędkością przeszło 100km/h w odległości niecałego metra, zwykle nie przepływają w podobnych odleglościach od kąpiących się osób (gdy tymczasem samochody przejeżdżają tuż obok idących poboczem pieszych), energię kinetyczną zaś (mimo porównywalnej z samochodami masy) mają taką jak jadący rowerzysta. Kto nie wierzy, niech przeliczy.
Cytat:
Przedruk z Vivy! wrześniowej.
Gosiu, młoda jeszcze jesteś, proszę Cię: zmień lekturę. Szkoda pieniędzy, czasu a nawet prądu aby takie bzdury puszczać w sieć.
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
ps. Nie obrażaj się proszę, do Ciebie żalu nie mam. Na powszechną pogardę zasługuje natomiast "ałtor" zacytowanego przez Ciebie gniota. Niech zgadnę kto nim jest. Kolorowe pisemko, można zatem w stertyczałym wieku poślinić się na widok roznegliżowanych modelek skoro nic innego już się "nie może". Pewnie znany z równie kłamliwych felietonów niegdyś w "Rejsie" a dziś w "H2O", towarzysz Jerzy Iwaszkiewicz?
Ale ok... jest to ukłon bo nie każdego stać aby wyrobić sobie patent... Ale jeżeli na jeziora jadą praktycznie dzieciaki i nie maja doświadczenia w tym co robią, to pomyśl Feynman jakie mogą być później skutki czegoś takiego... grupka np. 17/18/19 latków jadą i wypożyczają taką żaglówkę żeby się zabawić...
Patent: Sternik Morski
Instruktor: IŻ
Zaproszone osoby: 24
Dołączył: 04 Sty 2007 Posty: 126 Skąd: co skąd?:P
Wysłany: Sob Paź 20, 2007 18:29
Strach się bać Czas pokaże jak się sprawy potoczą... Ale dalej nie mogę znaleźć żadnej ustawy ani rozporządzenia w tej sprawie... jak ktoś ma dostęp to proszę o link.
Czy jest cos zlego w grupce 17-19 latkow. Sam majac 12 lat bralem zaloge i plywalem po srodladziu majac 17 kapitanowalem na rejsach morskich a majac 19 wyladowalem jako 1 oficer na Zawiszy Czarnym. Uwazam ze to nie wiek swiadczy o umiejetnosciach zeglarskich, wiec nie ma co narzekac na dzieci bo one czesto sa madrzejsze niz banda znajomych po 40stce, po weekendowym kursie, ktora plywa nawalona i nie robi nic poza powodowaniem zagrozenia.
Ja jak najbardziej popieram liberalizacje przepisow. Prawda jest taka ze w wiekszosci ktos, kto ukonczyl jakis smieszny kurs i zdal PZŻtowski patent tak naprawde prawie nic nie wie ani nie potrafi, a zachowuje sie jakby conajmniej wrocil z rejsu dookola swiata. Gdy wycofaja patenty ktos kto ma troche oleju w glowie i tak pojdzie na kurs zeglarski, ale po to aby czegos sie nauczyc, a nie nauczyc jak zdac patent, na ktory wymagane sa jakies rzeczy ktore tak naprawde malo sa potrzebne.
Z reszta sam mam papiery instruktorskie i okazjonalnie zdarzalo mi sie szkolic i wiem jakie podejscie ma do tego wiekszosc firm... "Klient ma byc zadowolony". Istnieje firma gdzie po 5 dniach osoba ktora przychodzac nie wie gdzie jest dziob a gdzie rufa wychodzi ze sternikiem jachtowym, a 200 godzin morskich w conajmniej 2 rejsach zdobywa w nocnym rejsiku na trasie Gdynia-Jastarnia-Gdynia
przepraszam bardzo ale są obozy i kursy gdzie naprawdę potrafią wyszkolić człowieka... Byłem na takim obozie i nie mając pojęcia o żeglarstwie wyszedłem stamtąd bardzo dobrze wyszkolony...
Nie chodzi mi tutaj o osoby które potrafią pływać a nie mają patentu bo dla nich to jest bardzo dobra opcja... ale naprawdę wyobraźcie sobie ludzi którzy nie mają pojęcia o żeglowaniu;/
także nie popieram tego jak szkolą gdzie indziej na kursach bo masz racje, nie mają pojęcia co robić...
A skad wiesz ze jestes bardzo dobrze wyszkolony? Ja tam nie sadze ze ja jestem dobrze wyszkolony, bo nie mnie to oceniac. Powiem wiecej ciagle spotykam ludzi ktorzy naprawde wiele potrafia i zawsze uswiadamiam sobie jak mi jeszcze duzo do czegos takiego brakuje, a ucze sie przez caly sezon zeglarski Od stycznia do grudnia
BamBam: Dziwnie się czuję, gdy czytam taki tekst. Swój patent sternika morskiego zdobyłem dawno temu w ośrodku uznawanym powszechnie za najlepszy w Polsce (w tamtych czasach). Jednak nawet po wielu latach pływania po śródlądziu i po morzu nie miałbym odwagi powiedzieć, że jestem dobrze wyszkolony. Byłem zdziwiony, gdy na naszym kursie oblano właśnie takiego kandydata; pewnego siebie, z wiedzą wykutą na blachę. Powiedziano mi: on jest zbyt pewny siebie, brak mu wypbraźni i pokory wobec żywiołu. Trochę czasu upłynęło, zanim to zrozumiałem ...
Zrozumiałem też, że to nie papierek (patent) sprawia, że jestem żeglarzem. W większości krajów nie są wymagane obowiązkowe patenty czy przeglądy techniczne. Pływają tam setki tysięcy jachtów i jedynym wymaganym dokumentem jest dowód własności. Nie sądzę, aby powodowało to jakieś niebezpieczeństwo.
Od kilku miesięcy osoby związane z PZŻ, lub i ich inspiracji, epatują czytelników czy widzów wizją apokalipsy po wprowadzeniu zliberalizowanych przepisów żeglarskich. Niektórzy z premedytacją, perfidnie używają do tego celu to, co się stało na Mazurach. Kto z czytelników, nawet żeglarzy wie, że liberalizacja na śródlądiu będzie obowiązywać dopiero od 1.01.2008? To zdarzyło się, gdy obowiązywały stare przepisy - wszyscy byli przeszkoleni przez instruktorów PZŻ i mieli obowiązkowe patenty. Kiedyś mieliśmy obowiązkowe Karty Pływackie, które często kupowało się u instruktora nie wchodząc do wody. Obowiązkowe patenty są niewiele więcej warte.
Od maja tego roku weszła liberalizacja na morzu. Jachty do 15 metrów długości zostały zwolnione z obowiązkowych przeglądów technicznych i obowiązkowego wyposażenia. O tym, co mam na jachcie oraz gdzie i z kim płynę, decyduje armator. Też były zapowiedzi masowych katastrof, niemal apokalipsy ...
W tym miesiącu byłem na spotkaniu przedstawicieli żeglarzy z Urzędami Morskimi i wiceministrem. Inspektorzy z Wydziałów Bezpieczeństwa Żeglugi stwierdzili, że liberalizacja nie miała najmniejszego wpływu na poziom bezpieczeństwa. Ja nawet sądzę, że w tym roku wypadków było mniej. Nikt nie kupuje jachtu, aby popełnić samobójstwo - sznurek jest tańszy ...
W ubiegłym roku zacząłem pływać samotnie po Bałtyku jachcikiem o długości 6,3 metra. Musiałem pływać pod obcą banderą, bo pod polską takim jachtem nie mógłbym samotnie wypłynąć nawet na redę. W tym roku już mógłbym, ale i ja, i wielu innych, czekamy na zatwierdzenie przez Sejm tych nowych, liberalnych przepisów. Jeśli to nie nastąpi, to wkrótce prawie wszystkie polskie jachty zrezygnują z polskiej bandery. Pływając pod inną banderą jesteśmy wolni i sami decydujemy kiedy, gdzie i z kim popłyniemy ...
Podobnie jak Tomek należę do tych, którzy przyczynili się do powstania liberalnych przepisów. Uważamy, członkowie "wolnościowych" stowarzyszeń żeglarskich, że zamiast wyważać otwarte drzwi, wystarczy brać przykład z krajów o rozwiniętym żeglarstwie.
Po naszej akcji informacyjnej jedynie 8 posłów spośród prawie 400 głosujących było przeciwnych liberalizacji na śródlądziu. Podobna proporcja była w Senacie. Czy ktoś uważa, że ta prawie jednomyślność (wyjątek to PSL) nic nie znaczy?
Pozdrawiam wszystkich żeglarzy
Edward Zając, Ustka
redakcja@ziemiaustecka.pl
Przepraszam że tak to napisałem ale nie miałem na myśli tego że mam wiedzę o tym jak nie wiem kto... tylko nie mając pojęcia o żeglarstwie zdobyłem wiedzę która jest mi potrzebna... oczywiście czytam jeszcze jakieś książki i takie tam... są ludzie którzy z obozów wracają z kiepską wiedzą... a co do tych patentów i wypożyczenia jachtu zaczynam się przekonywać że to dobry pomysł...
Na kurs jedzie się po to, aby zdobyć patent. Są kursy, na których otrzymuje się podstawową wiedzę potrzebną do samodzielnego prowadzenia jachtu. Są i takie, które traktowane są jak wczasy zakończone wręczeniem patentu - przecież zapłaciłem za to!
Sądzę, że jest wielu instruktorów, którzy nie tylko potrafią przekazać pewien zasób wiedzy, ale również chcą rozbudzić wyobraźnię, nauczą przewidywania skutków podejmowanych decyzji. Ideałem by był, gdyby również mogli nauczyć kultury żeglarskiej.
Kiedyś na Mazurach też trafiło mi się coś podobnego do tegorocznego szkwału. Nad Mikołajkami ciemna chmura a u mnie na Orionku, w odległości 3-4 kilometrów idealna cisza i słoneczna, plażowa pogoda. Widziałem, jak kolejne żagle kładą się na wodę; miałem kilka minut czasu, aby z wichrem pomknąć na wyluzowanym foczku w trzciny. Na skraju trzcin, na kotwicy, mogłem bezpiecznie przeczekać burzę.
W tym roku dwa razy podobna pogoda spotkała mnie na morzu - i chociaż jacht trochę ucierpiał, to bezpośredniego niebezpieczeństwa nie było (moim zdaniem). Jak już poprzednio wspomniałem, pływam samotnie...
Mój kolega z Ustki tego lata prawie dwa miesiące spędził w samotnym rejsie po Bałtyku na 6-metrowym jachciku, odwiedził ponad 20 portów w Danii, Szwecji, Niemczech i Polsce. Wrócił bez najmniejszej awarii - a trzeba przyznać, że pogoda w tym roku była kapryśna i trudna do przewidzenia.
Tak na marginesie - on na ten rejs czekał 11 lat. Dopiero w tym roku, dzięki liberalizacji, mógł legalnie, pod polską banderą, odprawić swojego "Romusia" z Ustki na Bornholm.
Mam wielką satysfakcję, że mogłem przyczynić się do tego, aby tacy właśnie żeglarze nie musieli oszukiwać, udawać, że przestrzegają prawa. Dlatego też nadal jestem w grupie, która działa na na rzecz zatwierdzenia tych przepisów przez Sejm.
Edward Zając
redakcja@ziemiaustecka.pl
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Zakaz kopiowania materiałów i powielania treści w innych miejscach.
Komentarze i treści napisane przez użytkowników tego forum są ich prywatnymi opiniami.
Forum Żeglarskie Bezan i jego właściciele oraz administracja forum nie ponoszą odpowiedzialności za treść postów.