1. Ref.: 2. 3. 4. Ref.:
|
Hen po portach i po morzach, Morskich drogach i bezdrożach, Wszędzie na pokładach straszą Powieściami o Jonaszu. Jonasz - mimowolny zbrodzień, Powód wszystkich niepowodzeń, Co niewinnie się uśmiecha I przynosi ludziom pecha. Jonasz! Jonasz! Jonasz! Jonasz na pokładzie! Już się strach na wszystkich kładzie, Każdy myśli o zagładzie. Jonasz! Jonasz! Jonasz na pokładzie jest. Gdy z Jonaszem w rejs wyruszasz, Pomyśl o zbawieniu duszy, Bo, przy najlepszej pogodzie, Żywot swój zakończysz w wodzie, Albo kiła Cię dopadnie, Albo maszt Ci na łeb spadnie, Lub w karczemnej zginiesz zwadzie, Gdy jest Jonasz na pokładzie. Lecz najgorsza to godzina, Gdy Jonaszem jest dziewczyna, Lepiej z własnej ręki zginąć, Niż z takim Jonaszem płynąć. Możesz w zęzę pluć do rana, I zjeść kapcie Kapitana, Żadne czary i zaklęcia Nie imają się dziewczęcia. Jest jedyna na to rada, Sam Freud nam ją podpowiada, Trzeba szybko chłopca zdybać I Jonasza za mąż wydać. Wtedy, jak każda kobieta, Będzie przynosiła pecha, Nie załodze, nie statkowi, Tylko własnemu mężowi. Jonasz! Jonasz! Gdy zostawi pecha w domu, Nie zaszkodzi już nikomu, Nie zrobimy z jachtu złomu, Jonasz! Jonasz! Kiedy męża będzie miał!
|
|
|
C G C G C C G C G C |
|