Dlaczego warto się zarejestrować?
- Możliwość dodawania nowych treści na stronie
- Możliwość komentowania istniejących artykułów
- Możliwość ściągania szant w wersji mp3
- W wypadku dużej aktywności możliwość zostania redaktorem lub moderatorem
| Kurs na Pipsona |
|
|
|
| Wpisany przez Bezan |
| Czwartek, 22 Styczeń 2009 09:49 |
W ciągu siedmiu dni młodzi żeglarze z Zielonej Góry i Zbąszynka pokonali 330 mil. Na morzu spędzili ponad 100 godzin.Większość członków Uczniowskiego Żeglarskiego Klubu Sportowego działającego przy Gimnazjum nr 6 w Zielonej Górze - mimo że z patentami żeglarzy - na morzu była po raz pierwszy. Załogantem był także Jerzy Dalecki, wiceprezes klubu i dyrektor gimnazjum oraz dziennikarz "GL?. Oto zapiski z dziennika pokładowego rejsu. Dzień I - piątek, 1 sierpniaW Gdyni byliśmy po 7.00. Kapitanowie wybrali załogi uwzględniając umiejętności, wiedzę, a także siłę fizyczną. Popłyniemy czterema łódkami. Największa to Batalion Wigry. Jego kapitanem i jednocześnie komandorem rejsu jest Mariusz Skrzypczak, który z morskimi falami zmaga się od 10 lat. Wypływał ponad siedem tysięcy mil, a na łódkach spędził prawie 1.800 godzin. Uczestnicy rejsu znający go z obozów żeglarskich, zwracają się do niego: Druhu Pipsonie. Nikt nie wiedział skąd wzięło się przezwisko. Jedni twierdzą, że Pipson po hebrajsku znaczy? bezlitosny. Dzień II - sobotaPierwszym docelowym portem był Gdańsk. Po kilku godzinach żeglowania zerwał się wiatr i pojawiły się większe fale. Była okazja do przećwiczenia zwrotów i małych regat. Dzień III, IV - niedziela i poniedziałekPipson chciał dopłynąć do Łeby. Jednak po 22 godzinach spędzonych na morzu sił nam starczyło, aby dotrzeć jedynie do Władysławowa. Nocny rejs okazał się niezłą lekcją żeglowania. Zmieniające się wachty musiały obserwować morze i światełka w oddali. Na wodzie panował duży ruch statków. Co pół godziny obowiązkowa nawigacja. Jednak niektórzy polegali na sternikach z innych jachtów. Kiedy B. Gołek rano spojrzał do książki zobaczył wpis: KK=Pipson, czyli kurs kompasowy na Pipsona. Dzień V - wtorekPodróż z Władysławowa na Hel była magią żeglarstwa. Silny wiatr, spore fale i słoneczna pogoda. Przy większych przechyłach na burty łódek wdzierała się woda. Adam Haliński, Michał Kołkowski i J. Dalecki z Batalionu przypięci do olinowania szelkami kilka godzin spędzili na dziobie ciesząc się z każdej większej fali. Dzień VI - środaZ Helu do Jastarni jest blisko. Jednak żeby nie ułatwiać sobie zadania płyniemy wpierw w głąb Zatoki Gdańskiej. Uważamy na czarne chorągiewki unoszące się na wodzie, bo w tych miejscach są sieci rybackie. W Jastarni nie ma dla nas miejsca. Cumujemy przy burcie kutra rybackiego. Aby dostać się na brzeg trzeba przejść po pokładach łódek. Dzień VII - czwartekNajwiększą atrakcją ostatniej podróży było lawirowanie pomiędzy małymi łódkami klasy optymist, które tak jak my chciały się dostać do gdyńskiego portu. Trafiliśmy na zakończenie wyścigu w międzynarodowych regatach. Wypatrzyliśmy Mateusza Kusznierewicza, który przed chwilą zapewnił sobie mistrzostwo Polski w klasie finn. Czas na mycie pokładów. Jachty po podróży musieliśmy oddać czyste.
(Źródło: Gazeta Lubuska z 16 Sierpnia 2003)
|
| Zmieniony: Czwartek, 29 Styczeń 2009 16:49 |
tanie bilety lotnicze | Zlewozmywak | Meble kuchenne | Zlewy kuchenne | Rejsy | Recykling kabli | klimatyzacja| Hotele | Hotele w Polsce
| Poszedłem Na Dziób - Amsterdam | 1026 |
| Banana Boat - Requiem dla nieznajomych przyja... | 865 |
| Banana Boat - Zęza | 635 |
| Mordewind - Sztormu Spiew (instrumentalnie) | 482 |
| Mietek Folk - Tysiące Mil | 419 |