Zamknij

Dlaczego warto się zarejestrować?

  1. Możliwość dodawania nowych treści na stronie
  2. Możliwość komentowania istniejących artykułów
  3. Możliwość ściągania szant w wersji mp3
  4. W wypadku dużej aktywności możliwość zostania redaktorem lub moderatorem
Zarejestruj się!
Żeglarstwo

Reklama

Naszą witrynę przegląda teraz 33 gości i 9 użytkownik 
REJS NA ŻAGLOWCU STS POGORIA - PIPSON I JEGO ZNAJOMI, styczeń 2010 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Viktoria Kalbarczyk   
Wtorek, 16 Luty 2010 14:44
bulaj bulaj dzib dzib zaoga zaoga

15.01.2010

Rejs rozpoczął się 15 stycznia zbiórką przy autokarze. Przystankiem początkowym było Tczewo, następnie Poznań i Świebodzin. Około godziny 20 przekroczyliśmy granicę polsko-niemiecką. Udaliśmy się na południe w kierunku Austrii i państwa docelowego czyli Włoch. Atmosfera w autokarze była bardzo przyjemna. Każdy z nas był podekscytowany tym, co będzie się działo przez najbliższe dni. W końcu dla większości z nas, była to pierwsza tego typu wyprawa.

16.01.2010

O 7 rano zlądowaliśmy na poranne espresso. Każdy z nas mógł rozprostować kości po nocy spędzonej w autokarowym fotelu. Od samego początku w powietrzu unosiła się włoska atmosfera. Gaje oliwne, winnice i drzewa pełne mandarynek w środku zimy robią

wrażenie. Przed południem dojechaliśmy na miejsce. Imperia była miastem, w którym nasza załoga wymieniła się z załogą kończącą rejs. Rozpakowaliśmy prowiant i zaczęły się próbne alarmy oraz bliższe poznanie żaglowca. Po szkoleniu część załogi wyszła zwiedzić miasto.

17.01.2010

Rano, tuż po apelu chętni mogli pójść do kościoła na włoską mszę św. O godzinie 11 wypłynęliśmy do Monte Carlo. Podczas drogi jedni zmagali się z chorobą morską, a inni ciężko pracowali przy stawianiu żagli. Widoki były nieziemskie. Po dotarciu do kolejnego portu, mogliśmy nacieszyć swoje oczy pięknem luksusowych jachtów i samochodów. Część załogi udała się do kasyna. Inni woleli spędzić czas zwiedzając port. Niektórzy pozostali na jachcie, gdzie trwała syto zakrapiana (nie tylko rumem) impreza.

18.01.2010

Dzień zaczął się o 7 od pobudki. Najpierw toaleta poranna i śniadanie. O godzinie 8 był apel oraz podniesienie bandery i wybicie czterech 'szklanek'. Następnie załoga wybrała się na zwiedzanie. Moja grupa zwiedzająca, w pierwszej kolejności musiała pokonać wiele schodów, by dojść do zamku królewskiego. Widoki z góry były niesamowite. Przez cały czas słońce Nam towarzyszyło, dlatego okulary przeciwsłoneczne okazały się niezbędne. Zajrzeliśmy również do oceanarium. Tam w podziemiach podziwialiśmy różnokolorowe ryby i inne stworzenia żyjące w różnych zakątkach świata. Piętro wyżej przeżyliśmy lekcję historii, która wprowadziła nas w nie do końca znany dotąd, morski świat. Na dachu zaś znajdował się piękny taras z widokiem na Morze Liguryjskie. Po wyjściu z budynku zaczęliśmy zbliżać się

do portu, gdzie stała Pogoria. Około 13 ruszyliśmy w stronę Nicei i już pod wieczór mogliśmy zapoznać się bliżej z tym francuskim miastem.

19.01.2010

Praktycznie z samego rana wyruszyliśmy na zwiedzanie Nicei. Spacerowaliśmy wzdłuż promenady podziwiając piękno tego miejsca. Przechodziliśmy również przez bazar na którym można było kupić różnorakie produkty. Najbardziej w pamięć zapadły mi przyprawy, które kusiły swoją barwą i zapachem. Po drodze wstąpiliśmy do jednego ze starych kościołów, po czym udaliśmy się na kawę. Po krótkim odpoczynku w miłym towarzystwie, zaopatrzyliśmy się wstępując do pobliskiego  sklepu w prawdziwe francuskie wina i sery. Z takim

zaopatrzeniem przeszliśmy do dalszego obchodu miasta. Miło się spacerowało i robiło zdjęcia tamtejszym widokom, jednak trzeba było wracać, bo o 13.30 rozpoczynał się obiad. Po południu byliśmy zmuszeni pożegnać się Niceą, ponieważ czekał na nas kolejny port, Portoferraio na Elbie. Całą kolejną noc i dzień mieliśmy spędzić na morzu. Około 20 rozpoczęło się szantowisko. Wszyscy oprócz wachty nawigacyjnej bawili się pod pokładem przy dźwiękach żeglarskich piosenek. Imprezę na środku morza można zaliczyć do jak najbardziej udanych.

20.01.2010

Od 00.00-04.00 wraz ze swoją wachtą nr 3 odbywałam wachtę nawigacyjną. Nieprzespana noc i chłód morza nie jest tym, co Tygrysy lubią najbardziej, jednak służba to służba. Mimo wszystko cieszę się, że mogłam przez ponad godzinę sterować ogromnym żaglowcem. Ostatnią godzinę spędziłam w nawigacyjnej, gdzie uzupełnia się dziennik pokładowy i wykreśla aktualny kurs na mapie. Zasnęłam ok.5.00, a o 8 jak zwykle był apel i podniesienie bandery. Tego dnia pierwszy raz zobaczyłam żyjące na wolności delfiny. Wieczorem, prosto z morza mogliśmy podziwiać piękny zachód słońca.

21.01.2010

O 7.00 zostałam obudzona przez Nikodema szukającego aparatu. Rano zostały złożone życzenia z okazji Dnia Babci. Po śniadaniu chętni mogli wejść na reje, aby zrobić porządek z żaglami. Ja jednak wolałam obserwować całość z dołu. Zrobiłam kilka zdjęć, po czym oddałam się obieraniu ziemniaków. Tuż przed południem dobiliśmy do brzegu. Wtedy z ust Kapitana padło pytanie, czy chcielibyśmy spędzić w tym porcie noc. Jednogłośnie decydowaliśmy, że tak. Słońce już od rana Nam towarzyszyło. Po założeniu japonek i krótkiego rękawka udaliśmy się do domu, w którym niegdyś mieszkał Napoleon. Częściowo zwiedziliśmy wyspę, jednak musieliśmy wracać z powodu wachty kambuzowej. Po południu udaliśmy się na kamienistą plażę i resztę wieczoru spędziliśmy na Pogorii.

22.01.2010

Po śniadaniu zrobiliśmy ostatnie zakupy i wyruszyliśmy w drogę powrotną do Livorno. Kilka ostatnich godzin pod żaglami i wpłynęliśmy do ostatniego portu. O 18.30 odbyła się ostatnia kolacja. Wieczorem zaś zabawie nie było końca. .

23.01.2010

O 8 odbył się ostatni apel. Podsumowanie naszego rejsu, podziękowania i rozdanie opinii. Następnie ostatnie dopakowywanie rzeczy i ogólny klar. Po obiedzie chętni mogli wybrać się na wycieczkę do Pisy. Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że stanę oko w oko z krzywą wieżą. Pogoda jak zwykle była piękna, a trawa soczyście zielona. Pizza w Pisie smakowała wyśmienicie, jednak musieliśmy wracać do Livorno. O 20 ruszyliśmy w stronę Polski.

24.01.2010 (Urodzinowy powrót. )

Do Świebodzina dotarliśmy ok.13. Pożegnania są ciężkie jednak jak głoszą słowa piosenki:

"nic nie może przecież wiecznie trwać".

Na koniec chciałabym podziękować Pipsonowi, Kapitanowi Maciejowi Polańskiemu oraz załodze stałej, którzy dbali przede wszystkim o nasze bezpieczeństwo. Całej wachcie nr 3 za świetną współpracę. Panu Markowi za opiekę i wspaniały kontakt również po rejsie.

Mojemu oficerowi Mikołajowi i Nikodemowi, którzy znosili moje humory oraz za to, że towarzyszyli mi nie tylko na pokładzie.

Dziękuję reszcie załogi za wspaniały rejs. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkamy się przy dźwiękach szant, które wiatr zagra nam na wantach.

pogoria-port pogoria-port


Zmieniony: Środa, 31 Marzec 2010 15:47
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież