|
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
REJS NA TRASIE BERGEN ? USTKA 14.09.2006 ? 1.10.2006
11.09.06r. poniedziałek - Wrocław - otrzymałem od Adama e-mail z namiarami reszty załogi IV etapu i zapotrzebowanie prowiantowe dla 10 osób na 2 tygodnie łącznie z cenami i kalkulacją, z której wynika że koszty poza kojowym wyniosą niewiele ponad 600 zł. Skontaktowałem się też z Rafałem Bednarowiczem i ustaliliśmy że spotykamy się wszyscy przy wejściu głównym Dworca Głównego PKP o godz. 0800 w piątek 15.09.06r., jedziemy wynajętym na podróż do Bergen busem (Opel Vivaro) na zakupy prowiantu i około 1200 odbieramy z dworca naszego Skipera - Sternika Morskiego - Andrzeja Bielskiego, Mariusza Pajonka i jedziemy do Poznania po dwóch załogantów i do Szczecina. Dalej jedziemy do Sassnitz skąd promem do Trelleborga w Szwecji i dalej Norwegia i Bergen przez Oslo (nie wiem co przy okazji zwiedzimy ? ustalimy to w trakcie podróży w każdym razie jacht mamy odebrać w Bergen o godz. 1200 w niedzielę 17.09.06 r.).
15.09.06r. piątek - Wrocław - wyjazd zaczyna się pechowo, dwa kolejne autobusy linii 125 wypadają z kursu, po telefonicznej rozmowie z Rafałem Bednarowiczem uspokajam się bo okazuje się że i on ma problemy z terminowym odbiorem wynajętego busa. Na Dworzec Główny PKP przyjeżdżam około godz. 0845, (mieliśmy być na 0800) zastaję tylko Daniela Łużnego. Po krótkiej rozmowie zorientowałem się że nie zabrałem śpiwora. Około 0900 przyjeżdża busem Rafał Bednarowicz z Rafałem Paszkowskim, a po chwili Marcin Szymkun z Zielonej Góry. Pakujemy bagaże do busa i jedziemy na zakupy do Carrefoura.
r2006_2_001
Zakupy trwają długo i wydajemy na nie około 2600 zł, w czasie zakupów zadzwoniła Anula i uzgodniliśmy że wracając na dworzec wstąpię do niej i zabiorę jej śpiwór, w przeciwnym wypadku musielibyśmy pojechać na Oporów. Zostawiliśmy na półkach wziętych wcześniej 30 chlebów krojonych, ciężkich i wilgotnych uznając że się szybko zepsują, brakującą część tj. 30 kupiliśmy przy ul. Krzyckiej w piekarni. Na moment wpadam po śpiwór, jeszcze raz szybkie pożegnanie (bardzo jesteśmy spóĽnieni, Andrzej już na nas czeka) i jedziemy pod dworzec, dosiada się Andrzej i Mariusz dĽwigający olbrzymią, ciężką kopertę z mapami. Ruszamy dalej, do odebrania są jeszcze dwie 3,5 kg butle z gazem na jacht (musimy je zabrać z Polski bo norweskie ma ją inny gwint i nie ma możliwości naładowania polskich), to przy ul. Żmigrodzkiej Musieliśmy jeszcze raz pojechać do właściciela busa, gdyż nie dostaliśmy zielonej karty na szczęście butle były włąśnie u niego.
r2006_2_003
Przy okazji okazało się że nie jest podpisana umowa najmu busa. Na trasę wyruszamy około 1300, na szosie tłok, dużo TIR-ów, miejscami remonty (przejazdy wahadłowe) i w końcu jesteśmy w Poznaniu około 1700. Zabieramy Dagmarę Glowę z Gdańska i Grzegorza Magiera z Nowego Dworu Mazowieckiego - jesteśmy w komplecie. Jeszcze Rafał z Danielem pobiegli wymienić w kantorze złotówki na korony norweskie i euro. Ja kupuję dodatkowy film do aparatu. Ostatecznie z Poznania wyruszamy około 1800, prowadzi Rafał robi to dobrze, ale niezmniejszający się tłok na drodze powoduje coraz większe opóĽnienie i chyba nie zdążymy na prom z Sassnitz o 2230. Jedziemy do Szczecina i w jego okolicy przekraczamy polsko-niemiecką granicę, zatankowawszy najpierw zbiornik paliwa do pełna. Okazuje się że pełny zbiornik przecieka ? musi być gdzieś na górze nieszczelny ? gubimy około 2 litry paliwa i dalej już nie kapie (trzeba będzie pamiętać żeby nie tankować do pełna). Wjazd do Niemiec o 2200 i bez przeszkód jesteśmy w Sassnitz około 0100 w nocy.
16.09.2006r. sobota - Sassnitz 54o 51' 464'' N, 13o 64' 884'' E - bez problemu przebukowujemy opłacone wcześniej bilety na następny prom, który odpływa o godz. 0345. Na pokład wjeżdża Daniel i odpływamy z pewnym opóĽnieniem.
r2006_2_004
Zostawiamy busa na poziomie transportowym, a my windą dostajemy się na poziom pasażerski, gdzie za chwilę otworzą sklepy bezcłowe, jest tu również duża sala barowo-restauracyjna. Znajdujemy kajutę na około 10 osób gdzie są stoły i foteliki, zsuwamy je pod ścianę i położywszy swoje kurtki na wykładzinę podłogową kładziemy się na nie i zmęczeni podróżą zasypiamy (próba przyniesienia śpiworów z busa kończy się fiaskiem gdyż poziom towarowy został zamknięty). Około 0700 budzi nas głos z głośnika informujący w języku niemieckim i angielskim o zbliżaniu się do Trelleborga.
r2006_2_006
Szybka toaleta, zjazd na poziom towarowy i wyjeżdżamy, jest godz. 0730. W Szwecji są bardzo wysokie kary za przekraczanie szybkości dlatego jedziemy jak przepisy pozwalają, ponad to posiadamy żółtą odblaskową kamizelkę, w której należy chodzić ubranym w sytuacji opuszczania pojazdu na szosie. Jedziemy do Oslo przez Malme i Geteborg . W tym ostatnim zatrzymujemy się przy McDonald's, gdzie idziemy się odświeżyć i coś zjeść. Kupuję hamburgera i kawę ze śmietanką (25 SEK liczą 9 SEK za 1 EUR i nie przyjmują euro w monetach). Reszta wycieczki robi sobie przy busie kanapki z przysmakiem śniadaniowym i paprykarzem szczecińskim - ludzie jakoś dziwnie na nich spoglądają. Jest 1200 zmierzamy dalej, po drodze przejeżdżamy kilka mostów, z których rozpościerają się wspaniałe widoki na fiordy i już nas ciągnie na wodę. Drogi są porządne, dobrze oznakowane, natomiast z rzadka pojawiające się domki sprawiają wrażenie starych. Są małe, drewniane lub obłożone drewnem ? surowe żeby nie powiedzieć zapyziałe, stojące na ?kurzej stopce?, skądinąd wiem że wewnątrz są wygodne i luksusowe. Ich wielkość wynika na pewno z tradycji podyktowanej mroĽnymi zimami, a przede wszystkim z praktyczności ? ogrzewanie jest tu bardzo drogie, a małą kubaturę łatwiej i taniej ogrzać. W tym surowym klimacie i górzystym terenie dominuje produkcja zwierzęca, a w niej chów owiec i bydła mięsnego. Nawet w najmniejszym gospodarstwie widać ułożone bale sianokiszonki zawinięte w białą folię (taka forma kiszenia nie wymusza budowy kosztownych silosów i pozwala na składowanie w dowolnym najbardziej dogodnym miejscu, przy jednocześnie łatwym transporcie). Widać na tym przykładzie współpracę okolicznych farmerów gdyż maszyny są drogie i nie ma sensu by każdy je posiadał przy takim rozdrobnieniu produkcji. Produkcja kiszonki odbywa się na zasadzie pomocy sąsiedzkiej bądĽ usługi.
r2006_2_010
O 1430 wjeżdżamy na płatną autostradę, do tej pory jechaliśmy trasą szybkiego ruchu, która wyglądała jak polska autostrada. Mijamy granicę szwedzko-norweską przejeżdżając mostem Svinesund o długości 420 m przez Idefjorden właściwie bez zatrzymywania się, strażnik spytał się tylko zdawkowo dokąd jedziemy, i jesteśmy w Norwegii - Królestwie Norwegii - Kongeriket Norge.
r2006_2_013
Wszyscy Skandynawowie są bardzo dumni ze swych nacji i okazują to między innymi powiewającymi na masztach przy każdym domu długimi wstęgami narodowych flag. Na drogach, coraz to widać prace budowlane, mające na celu zwiększenie ich przepustowości (zauważa się sporo polskich rejestracji). Jadąc bez przerwy drogą E6 wjeżdżamy do Oslo, jest około 1630 i pędzimy do Muzeum Statku Polarnego FRAM. Jesteśmy tam o 1730 i życzliwa opiekunka wpuszcza nas bez opłaty, Fram to statek żaglowo-parowy, znajduje się obecnie w oszklonym budynku i zawiera liczne pamiątki ze swych wypraw i z tego okresu. Ten norweski statek wsławił się wyprawami do obu biegunów. Został zbudowany w 1892 roku na zamówienie podróżnika Fridtjofa Nansena i wziął udział w trzech wielkich ekspedycjach polarnych: Fridtjofa Nansena (w latach 1893 ? 1896), Ottona Sverdrupa (1898 ? 1902) oraz Roalda Amundsena (1910 1912).
r2006_2_023
Dalej biegniemy do Muzeum Tratwy Kon-Tiki zbudowanej z drzewa balsy oraz Tratwy RA II zbudowanej z papirusu. Sytuacja się powtarza i jak poprzednio oglądamy sławetne tratwy bezpłatnie - a to dlatego, że zostało dosłownie parę minut do zamknięcia muzeum. Tu również znajdują się kopie rzeĽb z wysp Wielkanocnych.
r2006_2_026
Thor Heyerdahl postawił naukową hipotezę, twierdząc, że mieszkańcy Peru w VI wieku naszej ery skolonizowali wyspy Pacyfiku. Udowodnił to przepływając tratwą zbudowaną z drzewa balsy, wzorowana na tratwie Inków (nazwa od imienia jednego z bogów inkaskich). W 1947 na jej pokładzie z pięcioosobową międzynarodową załogą odbył trwający 101 dni trans-pacyficzny rejs z Callao (Peru) do rafy Raroia na archipelagu Tuamotu w Polinezji Francuskiej pokonując ponad 4300 Mm, udowadniając, że Oceania mogła w ten sposób zostać zasiedlona przez mieszkańców Ameryki Południowej. Obok Kon-Tiki stoi tratwa ?RA II?, którą wypłynął 17 maja 1970 roku z portu Safi w Maroku i osiągnął Barbados pokazując w ten sposób możliwość eksploracji Ameryki przez starożytnych Egipcjan. W pobliżu obu budynków przy kei nad Oslofjorden zacumowanych stoi jeszcze kilka innych sławnych statków żaglowych.
r2006_2_029
Po tych żeglarskich emocjach jedziemy do Frogner Park - Parku Vigelanda będącego dziełem norweskiego rzeźbiarza Gustawa Vigelanda i jego pracowników twórców rzeźb symbolicznych i secesyjnych, gdzie usytuowali 212 rzeźb z kamienia i brązu przedstawiających łącznie prawie 600 nagich postaci ludzkich w różnych układach i wielkościach.
r2006_2_032
Rzeźbiarz otrzymał od miasta zamówienie na fontannę i w trakcie realizacji dołączał coraz to nowe rzeźby w efekcie czego zaprojektował cały park, którego budowę zakończono już po jego śmierci dopiero pod koniec lat czterdziestych XX wieku. W najwyższym punkcie kompleksu góruje Monolitten (Monolit) - gigantyczna kamienna kolumna uformowana z sylwetek nagich ludzi w różnym wieku. Tworzy ją 121 postaci, z czego jedna jest autoportretem Vigelanda.
r2006_2_038
Jest tu też sławna postać krzyczącego chłopca, wywiera ona jednak na mnie negatywne wrażenie. Oczywiście wszędzie robimy po kilka zdjęć. Po powrocie do busa okazuje się, że dostaliśmy mandat (600NOK) prawdopodobnie za parkowanie bez biletu. Niestety zblizał się weekend, nikt już telefonów nie odbiera a jedynie co się dowiedzieliśmy to, żeby przyjechać z mandatem w poniedziałek. Postanawiamy, więc zapomnieć o sprawie i konsumujemy coś w stylu obiadu. Pakujemy torby i resztę jedzenia do busa i ruszamy w dalszą trase. Stolicę Norwegii opuszczamy około 1900 i jedziemy E6 w kierunku Ściany Trolli.
r2006_2_041
Zatrzymujemy się na trochę przy jakiejś stacji paliw aby wyprostować nogi, odświeżyć się, coś zjeść i wypić. Potem podjeżdżamy trasą E136 do skrzyżowania, które prowadzi drogą R63 już prosto pod ścianę i na pobliskim parkingu przy kolejnej stacji paliw robimy nocleg śpiąc na siedząco w busie. Mariusz jako jedyny wybrał inną opcję. Wziął śpiwór i poszedł spać na pobliskiej ławce.
|